Nie wiem, co zrobic ze swoim zyciem. Mam mase niepoukladanych, chaotycznych wspomnien, a co wiecej cale zycie probuje je uporzadkowac, znalezc jakis wzor, na decyzje jakie podejmuje, bo mam wrazenie jakby moja decyzyjnosc byla cykliczna. Wrecz sinusoidalna, a moze wprost sinusoidalna? Mam wrazenie, ze jest dokladnie tak abstrakcyjna, jak to, co przed chwila napisalam. Sinusoidalnosc wprost proporcjonalna. Coz-za-kretynizm. A jezeli juz zalozymy, ze istnieje takowa w moim abstrakcyjnym swiecie. To do czego?
Czasem mam wrazenie, iz juz pogodzilam sie z demonami przeszlosci i nagle okazuje sie, ze doswiadczam deja vu symbolicznego. Byc moze czlowiek popelnia jeden blad, a potem to juz jedynie pozostaje domino? Mam wrazenie, ze zycie to pewien wzor. Obliczasz, kalkulujesz i jak wynik wychodzi zly, szukasz bledu. Problem jednak polega na tym, ze kiedy rozwiazujesz zadanie matematyczne, zawsze mozesz wziac czysta kartke i poprawic blad. A w zyciu nie ma drugiej linii czasu i co wtedy? Wtedy pracuje wyobraznia - prowadzisz jeden wzor tu i teraz oparty na blednych obliczeniach, a w glowie budujesz wzor na nowo, poczynajac od popelnionego bledu, naprawiasz go i wynik wychodzi idealny. Oczywiscie w glowie. Kiedy w koncu zrozumiesz, ze nikt jeszcze nie wymyslil czasocofacza, probujesz dopasowac obecny, wyobrazony wzor do rzeczywistosci, na sile wciskajac czesc danych, ktore jeszcze mozna poprawic, bo sa zalezne jedynie od Ciebie. Tylko jak to z matematyka bywa, nie mozesz podstawic jedynie kilku danych, a przy innych oszukac, aby wyjsc na swoje. Okazuje sie, ze dane najistotniejsze lub chociazby czesc z tych najistotniejszych nie zalezy juz od Ciebie. Bo pozostali tez maja swoje wlasne obliczenia.
To jak spotkanie dwoch osob. Kazdy z nich liczy kazdego dnia swoj wzor, ciezej lub lzej, swiadomie lub mniej, pracuje nad wynikiem koncowym i nagle wkrada sie blad. Oczywiscie, kiedy kazda z osob wpadnie na to, ze gdzies popelnila blad i zaczyna go szukac to po pierwsze: odkrywaja go zazwyczaj w innych miejscach swoich obliczen, po drugie: wstawiaja oczywiscie inne dane, ale nie takie same. I wtedy przychodzi moment, nazwijmy go rozczepienia sie wzoru i od tego miejsca zazwyczaj nie ma juz co liczyc na dalsze wspolne prowadzenie wzoru, chyba ze dojdzie w odpowiednim miejscu, odpowiednim czasie i z odpowiednim podejsciem... wspolna dyskusja. Tylko co, jesli okazuje sie, ze planowanie wzoru u kazdej z tych osob bylo inne? Lub tak zwany timing sie rozni? Lub kiedy z czystego przypadku dyskusja nie dojdzie do skutku? Kiedy dojdzie do niej za wczesnie? Za pozno? Wtedy to juz koniec. I czy naprawde koniec? Bo jak to mowia koniec czesto poczatkiem? Ale poczatkiem czego? I tak w kolko...? Wiec jednak cyklicznosc?
A kiedy, zalozmy, nadchodzi koniec, co ciekawe, mamy ochote zmienic caly wzor, bogaci o najnowsza wiedze. Oczywiscie madrosc o przyznaniu sie do tego, ze popelnilismy blad, czesto przychodzi z opoznieniem, bo przyznanie sie do bledu przed soba samym rowniez mozemy zapisac jako wartosc naszej dumy lub proznosci. I ta wlasnie wartosc wplywa na wynik opoznienia odkrycia bledu. Ok, minal odpowiedni czas, doszlismy do tego. I co teraz? Zostajemy w rozterce z miliardem pytan. Czy to aby na pewno ten blad odkrylismy, a moze jest jeszcze inny, ukryty gdzies glebiej? A moze bledem jest nasz punkt odniesienia, punkt widzenia czy moze sposob patrzenia na rzeczywistosc? I dochodzi do zmian. Przez chwile na oslep, jak kazdy genialny matematyk brniemy przez mase obliczen, sleczymy nad wzorem ile sie da, probujemy ciagle od nowa, az jakkolwiek pierwsze wyniki zaczna nam w miare pasowac. Oczywiscie spora role odgrywa tu intuicja. W zaleznosci od tego, na jakim poziomie zaawansowania mamy rozwiniety zmysl intuicyjny, osiagamy czasowa satysfakcje szyciej lub wolniej. Koszmar.
A co, kiedy nasz wzor byl jak najbardziej dopasowany do swiata nas otaczajacego, zgodny z nami i wynik powinien (zgodnie z zalozeniami danego spoleczenstwa) byc wynikiem, za ktory powinnismy dostac szkolna piatke, a mimo tego, tak sie nie dzieje, bo osoba nam bliska, zle (swiadomie lub nie) wprowadzila nieodpowiednie dane do wzoru? Powstaje pytanie, dlaczego. Dlaczego, musielismy miec pecha i musimy ponosic odpowiedzialnosc za czyjs wzor? Ponosic konsekwencje tej odpowiedzialnosci, ktorej nie zakladalismy w naszych obliczeniach? W koncu nalezy nam sie 5, a nawet i 6, bo w koncu suma sumarum, napracowalismy sie nad wzorem, bylismy systematyczni, pracowici, a nasza slaba-silna wola byla zdecydowanie bardziej silna, a to byla nielatwa praca. Otoz, okazuje sie, ze zaden wzor nie jest idealny, bo posiada mase niewiadomych. I jak to bywa z ludzkim umyslem, probujemy wyeliminowac jak najwiecej niewiadomych. I tu dochodzimy zazwyczaj do wniosku, ktory poparty jest czasowym zalamaniem naszej optymistycznej wizji swiata, ze nie wartym jest poleganie na obcych wzorach w naszych obliczeniach. Ze latwiej jest ustalac swoj wzor samemu. I dumni, oglaszamy taka decyzje na forum, jako samotnosc z wyboru. Jednak czy taka samotnosc z wyboru to faktycznie samotnosc z wyboru, swiadoma decyzja, czy byc moze strach przed kolejna porazka naszego wzoru skutkujaca bolem i cerpieniem? Bo kazda relacja miedzy ludzmi opiera sie na wierze, nadziei i zaufaniu. A te sztandarowe trzy hasla to najwieksze niewiadome, jakie wprowadzamy do wzoru naszego zycia.
2012-03-06 12:51:03
.milcz.